Biwak
w Polsko-Czeskim Centrum Szkolenia Rycerstwa
w Byczynie-Biskupicach

W dniach 13-14 listopada 2009 roku byliśmy w Grodzie koło Byczyny.


Po przyjeździe zjedliśmy kolację - grochówkę  z chlebem i herbatę.

 


Miło się gawędziło gdy już żołądki były pełne.

 


Jak widać i chłopcom smakowało.

 


Nasze zuchy, których opiekunka druhna Teresa Biczysko była organizatorem biwaku, też uśmiechnięte.

 


Po kolacji trzeba było pozmywać - jak to dobrze gdy jest zmywarka.

 


Po kolacji obejrzeliśmy pokaz multimedialny o zamkach oraz filmy z walk rycerskich toczonych podczas turniejów w Byczynie.

 


Przed spaniem, aby mieć kolorowe sny zwiedzaliśmy salę tortur.

 


Jak się przekonaliśmy tortury w średniowieczu były naprawdę wymyślne i zapewne skuteczne. Woleliśmy nie sprawdzać.

 


Ni mogliśmy jednak iść do łóżek bez tradycyjnych śpiewów i pląsów harcerskich i zuchowych.

 


Wszyscy się dobrze bawili.

 


Rano niespodzianka, zuchy wstały pierwsze i przygotowały śniadanie.

O nocy nie wspominam. Dużo się rozmawiało, mało spało.


Wszyscy byli bardzo głodni.

 


W ciągu dnia mieliśmy szereg konkurencji rycerskich.

 


Pierwszą z konkurencji był rzut toporem.

 


Zamach .... i ....

 


Uczyliśmy się pisać gęsim piórem.

 


Praca ta wymagała cierpliwości i staranności.

 


Każdy napisał swoje imię i nazwisko.

 


Rzut włócznią wymagał więcej siły niż rzut toporem.

 


Ale co tam. Daliśmy radę.

 


Kolejne zajęcie wymagające olbrzymiej cierpliwości to namiastka warsztatu tkackiego.

 


Widać, że niektórzy są zmęczeni po ciężkim spaniu.

 


Przy pomocy harcerek nawet zuszki dawały radę.

 


O jakie to trudne. W szkole łatwiej, bo można szybciej nabazgrolić.

 


Spaliśmy w aneksach sypialnych na piętrze. Wejście za chłopcami.

 


A kuku!

 


Łucznictwo to nie lada wyzwanie.

 


Z braku żywych koni ujeżdżaliśmy drewniane.

 


Byliśmy też w zbrojowni.

Biwak ten na długo zapadnie w naszej pamięci jako wspaniała przygoda.