Obóz harcerski Kobyla Góra 2009
Druhu drużynowy! Zastępowa zastępu „Dreptaki” melduje zastęp na apelu porannym… Takie słowa każdego ranka słychać było przed namiotami harcerzy ze Szkoły Podstawowej w Siemianicach i Gimnazjum w Opatowie. Siemianice jednak znacząco dominowały liczebnie. W obozie uczestniczyło 5 zuchów, 13 harcerzy i 6 harcerzy starszych oraz 3 opiekunów – dh drużynowa Agata Rybak, dh przyboczna Natalia Główka i dh drużynowy Jarosław Nowak.


W pełnym umundurowaniu Asia Jerczyńska
Obóz współfinansowany był przez UG w Łęce Opatowskiej dzięki przychylności Wójta Gminy Łęka Opatowska Pana Witolda Jankowskiego i Kierownika GOPS Pani Anieli Lipińskiej. Z osobami tymi drużyny harcerskie współpracują od ponad roku, gdy harcerstwo zostało reaktywowane w naszej gminie i zawsze spotykamy się ze zrozumieniem i pomocą z ich strony.
Położona wśród lasów, w odległości kilkuset metrów od zalewu Stanica Harcerska „WATRA” była dla nas harcerzy domem w dniach 04-11 lipca tego roku. Klimat, jak twierdzi dh Wiktor Gruszka gospodarz tego obiektu, „zbliżony do zakopiańskiego”, urokliwy zakątek leśny, śpiew ptaków o poranku i miła, prawie rodzinna atmosfera, sprawiły, że nasz pobyt można niewątpliwie zaliczyć do bardzo udanych.


Już pierwszego dnia spotkała nas niespodzianka. Poszliśmy na Górę Krzyża Jubileuszowego (nazwa geograficzna Kobyla Góra), bo był tam koncert pt. „Ocalmy je od zapomnienia”. Koncerty w tym miejscu odbywają się latem cyklicznie. Tym razem wokalistka Barbara Broda – Malon śpiewała piosenki z repertuaru E. Demarczyk, A. German, A. Majewskiej, E. Gepert i innych. Wracaliśmy do obozu po zmroku i to była niewątpliwie kolejna atrakcja tego wieczoru.
Innym wydarzeniem artystycznym, w którym uczestniczyliśmy, był wyjazd do Ostrzeszowa na oratorium „Ojciec”. Spektakl odbył się w ostrzeszowskim kinie i był na najwyższym poziomie. Na kanwie przypowieści o synu marnotrawnym jedna z sióstr Nazaretanek stworzyła utwór muzyczny, który przypadł do serca zgromadzonej publiczności. Nasi harcerze byli zachwyceni. Młodzi artyści otrzymali owacje na stojąco.
Jednym z ciekawych zajęć była budowa szałasów. By nie niszczyć przyrody, używaliśmy do tego tylko materiałów martwych znalezionych w lesie. Efekty były ciekawe. Jeden z szałasów był nawet zbudowany ponad gruntem. Bawiliśmy się przy tym znakomicie.









Mieszkaliśmy pod namiotami, które pamiętają chyba lata siedemdziesiąte, ale dla nas stanowiły schronienie przed deszczem i zimnem. A lato tego roku nie szczędziło nam nagłych, a nawet gwałtownych opadów. Pierwszą burzę przeżyliśmy już drugiego dnia po zmroku, pozostałe nie robiły już na nas większego wrażenia. Nieraz mówiliśmy, że „idziemy do pokoju”, albo „w naszym pokoju…” – to świadczy o sympatii, jaką obdarzaliśmy te wiekowe namioty. Śpiewaliśmy też piosenkę pt. „Stary namiot”. Nie była to wszakże jedyna śpiewana przez nas piosenka. Nauczyliśmy się ich wielu. Codziennie śpiewaliśmy je przy ognisku. Ogień jednoczył naszą grupę. Śpiewaliśmy, pląsaliśmy, bawiliśmy się przy nim, rozmawialiśmy. Na koniec każdego ogniska tworzyliśmy krąg, śpiewaliśmy „Bratnie słowo”, przekazywaliśmy sobie iskierkę przyjaźni. Potem tylko mycie i do łóżek. Ale nie wszyscy spali, pełniliśmy bowiem warty. Co dwie godziny warta się zmieniała. Dzięki temu czuliśmy się bezpieczni, bo zawsze ktoś czuwał. Mogliśmy spać bez obawy, że stanie się coś nieprzewidzianego.



Naszymi ulubionymi zajęciami były gry terenowe i gry sportowe, podchody, wyjścia nad zalew. W grze terenowej „Szukamy flagi” szliśmy po lesie trasą wyznaczoną przez kolorowe bibułki, potem drogę wskazywały nam informacje mówiące, gdzie iść dalej zapisane na kartkach. Grzybobranie to kolejna gra. A tego dnia mieliśmy dyżur przy struganiu ziemniaków. Grupa, która zebrała mniej papierowych grzybów, rozniesionych przez druha po całym lesie okalającym obozowisko, musiała obierać ziemniaki. Bardzo się spieszyliśmy żeby znaleźć wszystkie, a było ich aż 102, ale i tak niektórych nie minął ten obowiązek. Jednak nie traktowaliśmy go jako karę, tylko jako kolejne zadanie, a przy pracy w grupie zawsze jest wesoło. I w tej sytuacji również było wiele śmiechu i radości. A druh Jarek z ochotą nam pomagał.


Druh Wiktor udaje, że pracuje, a my udajemy, że jesteśmy zadowolone :-)
Jedno popołudnie wypełnione było zajęciami sportowymi. Dyscypliny były nietypowe: przenoszenie wody w garściach, bieg zespołowy ze związanymi nogami, trafianie długopisem do butelki przy pomocy patyka ze sznurkiem przypominającego wędkę, podrzucanie piłki po wcześniejszym obracaniu się wokół własnej osi, rzuty do celu szyszkami, skok w dal z piłkami między kolanami, ciągnięcie klocka drewna, rzuty ringiem na kij, wyławianie ustami pieniążka z miski z wodą a potem plasterków ogórka z miski z mąką – ta konkurencja była hitem tych zawodów.

Ale wędka!



Prawie każdego dnia graliśmy w siatkówkę, bo na miejscu było boisko do gry w piłkę plażową. W tej grze często spotykaliśmy się z uczestnikami innych podobozów, których było kilka na tym zgrupowaniu. Najbardziej zaprzyjaźniliśmy się z dziećmi z Ostrowa Wielkopolskiego. Na tym boisku odbywała się również gra balonami napełnionymi wodą. Graliśmy w parach trzymających ręczniki. Tymi ręcznikami zarówno rzucało się balon, jak i łapało. Co chwila balon pękał, woda się rozpryskiwała, a zawodnicy byli coraz bardziej mokrzy.

Podczas obozu przeżyliśmy dwie burze. Po pierwszej, która dała nam niezły wycisk, wszyscy poprawiali okopy wokół namiotów.


Na obozie działo się ciągle coś ciekawego, nie nudziliśmy się wcale, poprawiliśmy swoją tężyznę fizyczną, posiedliśmy wiele nowych umiejętności, doświadczeń, zdobyliśmy wiadomości, uczestniczyliśmy w wielu wydarzeniach kulturalnych. Z utęsknieniem będziemy czekać na kolejny obóz w czasie następnych wakacji.
Jarosław Nowak